czwartek, 25 sierpnia 2011

Porażka czai się wszędzie...

Już ponad tydzień siedzimy sobie w cichym i leniwym Arboga, gdzie w domku miejscowego klubu realizujemy obóz techniczny juniorów... w Szwecji - jak to w Szwecji, wszyscy już byli i każdy wie, że to inny świat jeśli chodzi o BnO... i tego innego światu doświadczamy i my (czytaj trenerzy)... z tym, że w inny sposób niż młodzież :)... bo ten post będzie o staruchach (znaczy o trenerach)

... w ramach obozu bierzemy udział w zawodach Golden Weekend (dwa biegi średnie)... my zawodnicy-trenerzy z polskiej czołówki (w kat.) zgłaszamy się w swoich kategoriach... na starcie przyglądamy się tym leśnym dziadkom oceniając swoje szanse... dawno nie braliśmy udziału w zawodach, w których nie znamy możliwości swoich rywali... jedna wielka zagadka... ale przecież MY jesteśmy nieźli :)))... i... zbieramy baty... średnie na km? żal wspominać... na trasie spotykam jakiegoś faceta w ciąży... wyprzedzam go :))) na ostatnich PK (podejrzewam, że jest z H45 albo 50 a może i starszy)  .... szok... na wynikach jestem 5'30" za nim w H40... ??? przecież on ledwie szedł...jest przede mną, a ja jestem w połowie stawki... odejmuję czas swoich błędów i do zwycięzcy brakuje mi już tylko 6' :( załamka... nawet nie wiem jak wygląda, ale też pewnie kulawy i z nadwagą ... jutro się odegram!!!... drugi dzień... facet w ciąży włożył mi kolejne 7 minut... po swoich błędach nawet się tego spodziewam... ale patrzenie na wyniki bardzo mnie boli... inni snujący się powoli w lesie wygrywają ze mną jeszcze więcej... czasu zwycięzcy nie zrobiłbym będąc w najlepszej formie... dobrze, że to podwórkowe zawody ;( ...więcej do wyników nie podejdę, obiecuję sobie...miała być rehabilitacja, a wyszło odwrotnie...na szczęście pozostali znacznie lepiej niż dzień wcześniej... i w takim podłym nastroju bez szans na udowodnienie Szwedom, że jednak umiem biegać... wracam do domku...... to początek pobytu więc z każdym dniem na treningach jesteśmy lepsi...ale kogo to...
... los jest jednak dla mnie łaskawy (czy aby na pewno?)... w poniedziałek podchodzi do nas jeden z Arbogowych trenerów i informuje, że we wtorek jest fajny trening 60km od Arbogi - ful wypas, SI i cała reszta za jedyne 40SEK... nawiasem mówiąc opowiada nam o bno jakbyśmy właśnie zaczęli się nim zajmować, a nie byli trenerami z kilkunastoletnim stażem... wracając do treningu to mówi, że chętnie się z nami pościga... nie przewiduje, że z nami wygra bo ma ponad 60 lat, ale możemy się spróbować (pewnie widział nasze wyniki z weekendu haha)... żartujemy, śmiejemy się, a jak wychodzi siadamy do kompów aby go sprawdzić... najpierw tożsamość... kim on jest do jasne...są zdjęcia... jest... i jest podpis... mamy imię i nazwisko... jakieś wyniki z zawodów?...biega średnio po 10'/km lub trochę szybciej... kurcze... co drugi start by z nami wygrał... wkrada się strach.... nasze uśmiechy coraz bardziej sztuczne... a jak nam sypnie? pada w końcu pytanie...
... dzień walki... nasz rywal przychodzi i pyta czy może się z nami zabrać... Na szczęście nie mamy miejsc :D... więc nie jedzie... ulga... tym razem przynajmniej upokorzenia nie będzie... a trening... super, mapy super, trasy super, mój bieg OK (nie przegrałbym) byłem 4ty ze stratą 8 sekund do drugiego i 2' do pierwszego ... błędów 3,5' ... wyniki pozostałych naszych? ... zasłona milczenia... nawet linka nie podam... ale ja nareszcie poczułem się jak sportowiec ;)... i jeszcze jedno... zawody na SI,... a po zawodach każdy na stronie organizatora może wstawić swoje przebiegi - np. z garmina lub innego wynalazku albo wyrysować je ręcznie... teraz wystarczy tylko kliknąć na wybrane nazwiska i obejrzeć jak wyglądała rywalizacja, gdzie się straciło najwięcej itp, itd... dokładnie jak na mistrzostwach świata,... a to przecież tylko trening był...

0 komentarze: