piątek, 30 września 2011

Dwa światy

W ostatnie dziewięć dni miałem sześć startów.... co przy tym co mięli do przebiegnięcia ostatnio hanka i wojtek wydaje się i tak mizernym osiągnięciem.. ale nie o tym, nie o tym...

Początek tej gonitwy był na II rundzie Klubowych Mistrzostw Polski w Złocieńcu, a koniec miał miejsce w Ogrodzieńcu na MP w biegu klasycznym... w środku były jeszcze Mistrzostwa Wojska Polskiego, ale te pozwolę sobie opisać przy innej okazji...
Wracając do wspomnianych zawodów to miałem okazję zobaczyć dwa światy orientacji. Jeden z nich oddawał to czego nie lubię, a raczej to czego brak mi na zawodach, a drugi dał mi przedsmak tego czego oczekuję... Już wielokrotnie podkreślałem, że dla mnie i dla moich podopiecznych (przynajmniej wierzę, że też tak myślą) esencją zawodów są mapa i trasa... Na KMP miałem okazję biegać na mapach, które pozostawiały sporo do życzenia... (robiłem kiedyś podobne... dlatego z szacunku dla zawodników porzuciłem to zajęcie)... mapa pływała, a błędy topografa wypaczały rywalizację... przez chwilę byłem przekonany, że to ja zrobiłem błąd, ale w rozmowach po zawodach wyszło, że niezależnie od innych w tym samym miejscu popełnił błąd wojtek i wojtas... przypadek? (jak to kiedyś padło pytanie w jednym z kabaretów)... nie sądzę... i niestety w takiej sytuacji olbrzymi nakład pracy w organizację (m.in. bardzo ładne i efektowne zakończenie) jawi się jako nagroda pocieszenia po bieganiu po słabej mapie na nudnej trasie...
... Ciekawy teren, dobra mapa i wymagające trasy czekały za to na mnie w Ogrodzieńcu... i byłaby to najmocniejsza strona tych zawodów gdyby nie dobór terenu na bieg nocny... który nad umiejętności techniczne preferował szczęście, które zdawało się mieć największe znaczenie... Klasyk to jednak już inna sprawa.... był fajny... wiem, że moja kat. jest jedną z dalszych w ważności dlatego pominę milczeniem własne oczekiwania (w każdym razie musiałem na trasie myśleć i wyciągać nogi), ale wiem, że seniorzy byli wreszcie usatysfakcjonowani. Dlatego w tym miejscu dziękuję, za pomysł i realizację ... brakło mi za to otoczki mistrzostw Polski... w sobotę znacznie lepiej było słychać imprezy towarzyszące niż dekorację najlepszych nocoszperaczy, która to jakoś w całym tym zgiełku znikła... dekoracja na klasyku poza ważnymi gośćmi nie dała odczuć, że to na podium stoją mistrzowie polski w najbardziej prestiżowej (po mojemu) konkurencji... oczywiście gdybym miał wybierać to zawsze wezmę dobre trasi i mapy zaniast świetnej organizacji... tylko dlaczego ciągle mamy wybierać.
... jakby wybrać najlepsze rzeczy ze Złocieńca i Ogrodzieńca mogłaby nam wyjść świetna i kompletna impreza sportowa... dlaczego w pojedynkę nie prezentują się tak dobrze?... ludzie... ciągle bierzemy tych których znamy, z którymi współpracujemy wiedząc że są z niższej półki... dlaczego? kiedyś myślałem, że to chodzi o oszczędności albo o święty spokój... teraz myślę, że to jest nasze zwykłe bałaganiarstwo, przez które ciągle mamy niedoczas, ciągle czegoś brakuje, ktoś nie chce nam pomóc... może warto pomyśleć o dobrym zespole budowniczych (3-6 osób), którzy obskoczą wszystkie imprezy mistrzowskie... może wreszcie czas zakończyć wydawanie źle zrobionych map...odbierać uprawnienia tym, którzy niszczą ten sport... tak to odbieram...bo ja już teraz mam problem z przekonaniem swoich najlepszych zawodników do startowania w Polsce... brzmi to kuriozalnie, ale wolą być na jakichkolwiek zawodach regionalnych w Czechach niż na imprezach ogólnopolskich... dlaczego? dwa powody: dobra mapa i wymagająca trasa... ktoś powie, że tam nie zawsze itd... ale średnią mają o niebo lepszą... Nie chcę tu wychwalać Czechów... namawiam wszystkich do brania z nich przykładu... dobra mapa nie jest dużo droższa od tej skopanej, z którą nie wiadomo co robić... a trasy? no cóż ... jak nie umiesz grać w karty to nie graj, aby innym gry nie psuć.

2 komentarze:

Banach Robert pisze...

Tak z dekadę temu omawialiśmy, czy też spisaliśmy nawet taki pomysł o tej grupie "super organizatorów". Jak widać 10 lat zleciało, a my dalej jesteśmy w polu....
Dla mnie część techniczna jest najważniejsza!!! Cała reszta to przystawka do tego dania głównego...

DarekŻ pisze...

kajo,
nic dodać nic ująć,
słaby pieniądz wypiera lepszy,
czasami się polskim organizatorom udaje, ale jak piszesz, za często decydują przy ważnych decyzjach dotyczacych spraw organizacyjnych nieformalne więzy i powiązania: rodzinne, koleżeńskie, ja tobie - ty mnie. ten świat się nie zmienił od ponad 10 lat, wartościowi ludzie, któzy mogliby coś wnieść, przychodzą, rozglądają się i odchodzą zniesmaczeni.
ja też już do tej samej rzeki nie wejdę, czasami na zawody przyjadę, ale tylko dla mojej córki, która kocha ten sport i podziwia najlepszych, chce choć trochę zbiżyć się do ich poziomu. Tak jak twoi zawodnicy, do Czech zawsze pojadę chętniej niż na pewne ogolnopolskie imprezy