piątek, 13 listopada 2009

... przygotowań do sezonu część dalsza...

Poza organizacją szkolenia (zabezpieczenie bazy szkoleniowej), przygotowaniem planów (już prawie skończone), zabezpieczeniem środków finansowych (tu na razie mała mina), muszę i siebie przygotować do wyzwań kolejnego sezonu. Od 2 tyg. doprowadzam do ładu mojego achillesa, który po intensywnej (jak dla mnie oczywiście) II części sezonu (sporo startów w czechach i kilka w polsce) wymaga drobnej renowacji i likwidacji niewielkiego bólu powodującego spory dyskomfort. Po zakończeniu kuracji laserowej i prądowej przyszła kolej na terapie uderzeniową (uderzenia falami akustycznymi)... mam nadzieję że to już ostatni rodzaj terapii, który będę musiał odcierpieć (z powodu niebiegania oczywiście).  O tym zabiegu pomyślała dla mnie Hanka, która niezwłocznie zakomunikowała mi, że to na pewno coś dla mnie (oby miała rację)... Hanka aktualnie testuje nowe, z aspiracjami na najnowocześniejsze na dolnym śląsku, centrum rehabilitacji... i bierze tam tam na siebie chyba wszystko... już niedługo będzie mogła biegać w nocy bez lampy (bo sama zaczyna świecić od tego)...w każdym razie dzisiaj wypróbowałem to cudo... nawet nie bolało ;/... i usłyszałem, że po 3-4 zabiegach będę miał nóżkę jak nową (choć stara całkiem nieźle biegała)... jak zakończę tą terapię niezwłocznie napiszę czy działa...

... Wracając do treningów to w najbliższą sobotę (czytaj: jutro) ruszamy z Zimową Ligą Przełajową, która m.in. ma nauczyć zawodników biegać szybciej niż im się wydaje, że mogą :) I etap w Parku Szczytnickim będzie na pewno przyjemnym i ciekawym doświadczeniem... my sprawdzimy jak nam to wychodzi organizacyjnie, a młodzież... no cóż... mam nadzieję że umrze ;D, bo interesuje mnie ile mogą bez treningu, a tylko na samym zdrowiu i charakterze. Będzie to na pewno świetny cykl treningów w formie zawodów i zarazem sprawdzianów bardzo przydatnych przed wiosennym krosem w Podlesicach... bo czas laby się kończy... zaczynamy od 21go listopada... do boju WKS!!!

sobota, 7 listopada 2009

brak szacunku...

... tak to przynajmniej odbieram...
To musiało się kiedyś stać... dzisiaj na treningu nie miałem żadnego swojego zawodnika. Rozumiem, że jest roztrenowanie, że zwyczajnie nie ma takiego ciśnienia, że chce się raz pospać dłużej... jestem nawet ZA. Na pytanie KamyLu (sms-em) czy może dzisiaj trening zrobić sama odpowiedziałem TAK. To jest uczciwe postawienie sprawy... a reszta? ... Gdy mnie nie ma na treningu, staram się zorganizować zastępstwo, w ostateczności wysyłam do wszystkich smsy z informacją o odwołaniu, przełożeniu itp...bo szanuję czas swoich zawodników, bo wiem, że go mają mało... dzisiaj zrozumiałem, że głupi jestem... widocznie mój czas nie ma dla nich znaczenia (tu muszę uczciwie przyznać, że wiedziałem, że nie będzie dzisiaj leczących kontuzję i Hanki oraz KamyLu jak pisałem wcześniej). ... dzisiaj mogłem pospać dłużej, zjeść sobotnie śniadanie z rodziną (a bardzo rzadko mam okazję),  obejrzeć Alfa na TVN7 (którego bardzo lubię) ale po co... zawsze można się przejechać... zobaczyć miasto w sobotnie przedpołudnie, zamiast plątać się w piżamie po domu - w końcu zwykle o tej porze jesteśmy gdzieś na zawodach to trzeba okazję wykorzystać... korków nie było, dobrze się jechało... TRENER to przecież sektor usług więc co ja się czepiam.
Dobrze, że Kostia ze swoimi miał trening to się do gry w piłkę doczepiłem (choć byłem ten nieparzysty i pewnie trochę zabawę im zepsułem).
...No to se ponarzekałem, a teraz wracam do planów treningowych...aż mi się po tym wszystkim nie chce... Dobranoc

czwartek, 5 listopada 2009

...koniec jest początkiem...

Roztrenowujemy się. Przynajmniej moja grupa. Niektórzy to się nawet bardziej leczą niż odpoczywają... leczy się Hania (a raczej zapobiega odnowieniu kontuzji) poddając się terapii energotonowej z dodatkami, Paulina się fizukoterapeutuje podobnie jak mariusz, który ma przeciążone kolano... ja mam jutro ostatni zabieg, a dzisiaj sprawdzam czy wszystko zadziałało... wracam jednak do tematu POCZĄTEK. Mój początek wyprzedza o jakieś 2-3 tygodnie resztę... bo dla mnie ten czas to projektowanie planów rocznych - zaczyna się od dokładnej analizy tego co było, a dalej do pisania tego co będzie: co ,jak i gdzie, od i do kiedy, jak i dlaczego tak mocno, jakie obciążenia... to wszystko co pozwoli mi w przyszłości na układanie przyzwoitych mikrocyklów...
Co nowego w nowym sezonie? Mam nową "starą" grupę. W nadchodzącym roku zmagał się będę tylko ze starszymi zawodnikami. Do pracy z młodszymi mamy od tego roku nowego świetnie zapowiadającego się trenera... mam nadzieję, że efekty jego pracy zaskoczą wszystkich już na OOM :) A ja dzięki temu mogę całkowicie skupić się na starszych.
Moja osobista grupa (planowana), której skład nie jest oczywiście zamknięty - zapraszam do współpracy:
K18 - Sandra Stefaniak, Paulina Kołodziej i Ania Donczew (planowany transfer z Azymka Zdzieszowice)
M21 - Wojtek Kowalski i Alek Bernaciak (ten to połowicznie)
M35 - Ja - zamierzam w tym roku poważnie trenować
M55 - Romek Guga

Zaczynamy w trzeciej dekadzie listopada. Co nowego? Aktywna zima. Wprowadzamy wspólnie z MKS MOS dla swoich zawodników Zimową Ligę Przełajową (super pomysł Romka Wysockiego), kontynuujemy Grand Prix Zimowe w BnO i wprowadzamy raz w miesiącu nocne zawody sprinterskie.(super pomysł kostii i wojtków). To wszystko poza normalnymi treningami...

niedziela, 25 października 2009

Koniec sezonu :)

Long, który odbył się tydzień temu praktycznie był ostatnim ważnym startem (z punktu widzenia sekcji) w tym sezonie. W związku z problemami finansowymi (tak!!! mamy takie, o czym nie wszyscy chcą pamiętać) zmniejszyliśmy skład naszej ekipy do bardzo symbolicznych rozmiarów. Wystartowały jedynie 18 i 20 (miała jeszcze julka w K21, ale w ostatnim momencie zrezygnowaliśmy z powodu kontuzji). Wracając jednak do początku - nie robiłem ze swoimi osobistymi zawodnikami specjalnych przygotowań do longu (nie wiem jak jańcia, bo jego akurat trenuje remek). Moim wynikowym celem tej części sezonu były sztafety, na które nastawione były w większości przygotowania. Z longowego treningu jedynie hanka robiła wcześniej 70' mocny zakres, który miał dać nam informacje o stanie jej organizmu - test wypadł świetnie więc spokojnie mogła tupać sobie na treningach czekając na MP.
Pozostali również zaliczyli po 1-2 dłuższe treningi, ale o specjalnych przygotowaniach do longu nie było mowy. Uznałem, że nie da się świetnie przygotować jednocześnie do MP w sztafetach i MP w longu, stąd takie decyzje... mam nadzieje, że słuszne.
Long. Niby spokojnie i z marszu, a już w piątek wieczorem mała panika... otwieram składzik z odżywkami, a tam jedynie resztki i to przeterminowane... telefon do hanki - niestety jej źródełko również wyschło. Godz.20.10 - szybka decyzja - InterSPORT :) Był otwarty i na dodatek mieli to czego potrzebowałem :D. Z domowego składziku udało się jedynie wygrzebać ostatnie żele (każdy prawie z innej parafii), które na longu często okazują się najważniejszym zabezpieczeniem. Wyjazd jest w sobotę o 9.00. Na zawody jakieś 500 km czyli cały dzień w podróży (a ja znowu robię za kierowcę busa). Droga mija szybko, po drodze mały postój na... ;) i dłuższy na obiad. W Broku jesteśmy po 16tej - teraz tylko oczekiwanie na organizatorów i jedziemy do bursy. Wieczorem kolacja i indywidualne omówienie z zawodnikami taktyki i pomysłów na bieg. Moje oczekiwania?... nie ukrywam, że jechałem po trzy medale (1zł, 1sr i 1br), ale jak to z medalami bywa więcej osób jedzie po medale, niż jest ich do zdobycia :). Rano dosyć chłodno, ale odpowiednia wilgotność powietrza daje szanse na dobre wyniki. Teraz już tylko trzeba przypilnować złożenia odżywek i sprawdzić ubiór zawodników. Wychłodzenie jest równie niekorzystne jak przegrzanie, stąd dosyć wnikliwie tłumaczyłem to wszystko na treningach przed wyjazdem... ale w tej kwestii muszę liczyć na rozsądek moich zawodników, bo każdy odczuwa temperatury inaczej (w każdym razie byliśmy przygotowani nawet na zmianę "ocieplaczy" pod dederonem na punkcie żywnościowym na wypadek złej pogody). Podpatruje tylko dyskretnie czy ktoś nie przegiął (i tu jedynie dziołcha chyba zaszalała z chustą pod szyją - postanowiłem jednak dać jej spokój)... "Dobra, trza do lasu" myślę i biorąc wór na rzeczy ze startu wędruję po wstążkach. Okazuje się, że organizator zabezpieczył również i ten temat (tu wtrącę, że organizacyjnie nie mam żadnych zastrzeżeń do przeprowadzonych MP - good job). I w tym miejscu moja rola się kończy (acha mam jeszcze jańci podać żela na żywnościowym). Obciążony aparatem wędruję oddać się przyjemności fotografowania... zauważyłem, że dzięki temu dodatkowemu zajęciu nie denerwuję się tak bardzo czekając "aż wyjdą z lasu", a i zawsze przy okazji pstryknę klika znośnych (w moim odczuciu) fotek, które można znaleźć na blogach i na NK :). Stoję na starcie, za mapami - bieg jaki obserwuję jest jeszcze lekki i sprężysty, u większości pełna koncentracja... po półgodzinnym pstrykaniu startujących wynoszę się na żywnościowy. Tu w towarzystwie Włodka Dyzia, i "Silnego Piotra" podpatrujemy co robią zawodnicy. Okazuje się, że wielu ma problem z precyzyjnym wejściem na PK. Oczekując na swoich i analizując listę startową wiem, że nie będzie trzech medali. W połowie trasy mamy dwa medale (1zł i 1 sr) i brak szans na trzeci - zbyt duże starty w 18. Hanka z ok 5' przewagą nad drugą zawodniczką nie pije na żywnościowym (to w moim odczuciu duży błąd) - zgaduję (a bardziej mam nadzieję), że czuje się mocna i pocieszam się tym, że ma jeszcze żelik w kieszonce (potem okazuje się, że nie zauważyła żywnościowego, a kubeczek na mapie był narysowany w innym miejscu niż faktyczne umiejscowienie). Wpada Jańcia (o żelu zapominam pstrykając mu fotkę, na szczęście sam zawołał). Strata do prowadzącego w tym momencie jacka poniżej pół minuty - jest OK.
Człapię na metę... staram się nie spieszyć bo ubrany jestem jak eskimos. "Wpadam" do centrum w momencie wbiegu Hanki na metę. Finiszuje z Ewą... widzę, że jest pełna mocy i biegnie dynamicznie... nawet nie sprawdzam czasów - wiem, że wygra... w tej formie mogłaby powalczyć nawet z seniorkami. Moje osiemnastki słabiej - dwie odnowione kontuzje, pozostali jeszcze nie tym razem. Młodsi zaliczyli ważne doświadczenie, które musi zaowocować w przyszłym roku. Jest i Jańcia... tu też wiadomo, że wygrał :))) Mamy dwa złota i jedno szóste miejsce... całkiem dobrze jak na 7 osób... choć niedosyt zawsze będzie...
Dekoracja, medale, dyplomy, nagrody (tu kolejna miła niespodzianka -bo nagród dawno nie było na MP), powrót do bursy, kąpiel i ... znowu 500km do domu... dobrze, że to już koniec... jestem zmęczony.
Tydzień po longu jadę z hanną i chłopakami z 16 na start do czech (uwielbiam tam biegać) i to będzie dla mnie definitywne zakończenie sezonu ... achillesa czuję coraz bardziej.

piątek, 16 października 2009

Szybkie orientowanie... bo się ściemnia :)))

Tuż po powrocie z MP z Zamoscia Wojtek i Kostia zorganizowali nam fajne ściganie w Parku Szczytnickim... idea była prosta... W kwalifikacjach start masowy na 3 pętlach w ustalonej dla każdego z osobna kolejności... Trasa ciężka fizycznie - bo na zapalenie płuc i techniczna - łatwo było wypaść ze swojej pętli... Kolejność i strata do pierwszego na mecie decydowała o starcie w biegy finałowym - handicap. Kwalifikacje na pd od ul.Mickiewicza, a finał na pn :).
Najpierw krótka rozgrzewka, ... hanka truchta, seniorzy też, a młodzież stoi i gada... jak zwykle prawie... (wiem, wiem moja wina)... trochę przeciąga się oczekiwanie na start ale jest i wojtas... rozdanie chipów (największym rywalom dałem wolne ;) a co, trzeba szczęściu pomóc), krótkie objaśnienie i START!!! 24 osoby. ja miałem zestaw CBA :) i pognałem, a już na pierwszym zorientowałem się, że mam pierwszą pętlę razem z kowalkiem... ło matko to lecę za nim, na drugi PK miałem lepszy wariant, ale za mało lepszy aby być przed nim ... jeszcze dwa PK go widzę i ... zniknął... walczę dalej... na węzłowym patrze kto tez coś kończy... walczę głównie z hanką (taki plan na dzisiaj), bo z chłopakami to już dawno przestałem się ścigać eeeeh. Na pętli drugiej widzę koło siebie banana, ale coś go zniosło i ... haha pędzę do przodu :) trzecia pętla...
jak błyskawica, choć dwa spore błędy (na 17 i 20 nie mogłem znaleźć na mapie, a i powrót na ostatni mi sie przeciągał) z przedostatniego PK wyjść nie mogłem i na około krzaków trzeba było lecieć...wpadam na metę i patrze... wojtuś, mariusz, jesper i banan... jestem piąty, a chwilę za mną wpada hanka, jakąś minutę... udało się.
Teraz kolejne oczekiwanie... zbieranie PK i po jakichś 20' telefon od Wojtasa... przejście do drugiego parku (jakieś 300m), trochę się zacząłem obawiać bo już się wyraźnie ściemniło a lamp nikt nie miał :(. Startowałem jako czwarty (banan się wycofał i przeszedł do organizacji). Pierwszy kowal (poza zasięgiem), dalej mariusz z jesperem jakieś 20" przede mną dalej 50" za mną hanka czyhająca na nasze błędy... lecę... początek mocno i pewnie, przy trzecim mam mariusza ze szwedem, czwarty - prawie nie widzę mapy jedynie zarys zielonego (zgadywałem kolor)... na czwartym jestem znowu ze szwedem i mariuszem, ale mi uciekli...szósty zabiegłem i ... nie mogłem ich dogonić... mapę trochę widzę tylko na polanach... pod drzewami już nic...7,8 i 9 na czuja... 10????? nie mam pojęcia na czym stoi... mapy nie widzę... nagle pik pik i dioda czerwona w krzakach jestem uratowany... dopadam ich przed 13, są razem z kowalkiem, który nie może znaleźć lampionika. jako najstarszy decyduję, że lecimy... nic już nie widzę noc jest... PK w rejonie mety są nie-do-od-czy-ta-nia lecę za chłopakami czając się na przedostatni PK - muszę podbić go jako pierwszy, bo bieg do ostatniego mam już obcykany... czuję swoją szansę :)... nawet nie wiem na jakich PK jestem, ale zabawa niezła... trochę jak niewidomy... jest przedostatni (podbijam jako 3) ale na pamięć lecę na finisz - jestem drugi :) chwilę radości odbiera mi po 10 sek. Wojtas... mamy dyska... 17 PK - byliśmy na wcześniejszym X... kto by to w nocy dostrzegł... niezła jazda... w sumie nie rozstrzygamy biegu finałowego (choć Hanka upiera się że ma wszystko dobrze)... zgarniam krzyżówki (miały być nagrodą).
Reasumując - pomysł super -tylko światła brakło - od razu urodziła się idea zimowej nocnej ligi sprintu... przypilnuję aby to wypaliło. Wojtasowi i Kostii wielkie dzięki za super zabawę z mapą.

poniedziałek, 12 października 2009

2B a coach or not 2B - answer: 2B

Minął juz tydzień więc można pisać bez emocji ;) Mistrzostwa Polski w Nocnym i Sztafetowym BnO to ostatni z ważniejszych celów w tym roku (long będzie już z marszu małą ekipą). Wyjechaliśmy w piątek wcześnie ok 7. Plan był prosty 10godz. jazdy i jesteśmy o 17 na miejscu. Czyli będzie czas na małe co nieco i na rozprostowanie kości. Jechaliśmy na dwa busy: duży z dużym kierowcą i mały z małym (ja). Mały bus nie ma tachografu więc to na nas spoczął obowiązek zabrania "po drodze" z Rzeszowa Andrieja do sztafety w M18... to co się działo za Tarnowem... nie napiszę, bo postanowiłem nie kląć w sieci. W każdym razie dojechaliśmy do centrum zawodów ok 19. tuż przed startem :)))

Bieg nocny z rozpędu wypadł tak jakoś i nie zdążyłem się nawet zdenerwować a już było po wszystkim. W każdym razie Jańcia trenowany przez Remka wygrał z bezkonkurencyjnym ostatnio Jackiem Morawskim i była to największa dla nas niespodzianka in plus. In minus były dwie: Hanka robiła zbyt wiele błędów aby sięgnąć po więcej niż brąz i Kowal "postanowił" oddać złoty medal nie trafiając w przedostatni PK (ostatni na który trzeba było czytać mapę) i ostał mu się ino brąz. Dwojadżer zdobył srebro, a cała trójka seniorów zmieściła się w 31 sek. I jak tu nie wierzyć, że szczęście jest potrzebne nawet najlepszym. Przyznam, że liczyłem jeszcze (na medal oczywiście) na jedną z moich osiemnastek (tej wystraszonej). Ale nie tym razem.
Sobota - zrobiłem sobie start treningowy aby rozpoznać teren przed jutrzejszymi zawodami, (w końcu MP Weteranów) a przy okazji zawody te miały mi potwierdzić, że dokonałem dobrych wyborów co do składu sztafet. Z dwóch przypadków jakich dotyczyły moje wątpliwości jeden się rozwiązał zgodnie z przypuszczeniami, a drugi zaplatał się całkowicie :((( nie wiedziałem co zrobić... dotyczyło to kat. K18 - paula czy dzołcha... przed sobotnimi zawodami dawałem 80% do 20% dla pauli a tu... bieg pełen błędów, praktycznie na każdym PK, za to kama w miarę spokojnie i prawie dobrze. Po analizie międzyczasów i dokładnym przyjżeniu sie ich trasie podjąłem decyzję, że biega dziołch i przyznam się że do samego końca nie miałem pojecia czy dobrze zrobiłem, a i wątpliwości piętrzyli Ci z którymi sie konsultowałem... ryzyk fizyk... najwyżej pożałuję ja i kilka innych osób...
Nadeszła niedziela... na wszelki wypadek wystartowałem w weteranach na pierwszej zmianie to przynajmniej przez godzinę miałem spokój i wiedziałem, że gdy wpadnę na metę to już więcej niewiadomych będzie rozwiązanych.
Nie będę ukrywał, że liczyłem głównie na medale seniorów (tu wybitnie interesowało nas złoto, które wymykało nam się zbyt wiele razy) i seniorek (tu też interesowało nas złoto, ale mieliśmy świadomość tego, że nawet przy dobrym biegu możemy być za pudłem) -liczyły się głównie flota, unts i osir g.k. My w tej kat. dawno nie mieliśmy medalu i postanowiłem to zmienić rozpoczynając pracę z Marią, która od samego początku miała wzmocnić tą sztafetę. W każdym razie seniorzy i seniorki nie stresowali mnie biegnąc od początku równo i dobrze, zdobywając odpowiednio złoty i brązowy medal. Żebym się tak nie plątał bez emocji po centrum zawodów zadbały juniorki. Tu modliłem się przed zawodami o choć kawałek brązu (choć Basia zapewniała mnie że startuje po kolejne juz czwarte w kat. KJ złoto). Sandra - pobiega słabo (ale wiedziałem to dopiero po analizie jej przebiegów po zawodach), dalej Dziołcha (i tu niespodziewany aczkolwiek bardzo miły sukces), która wpadła na metę pierwsza ze sporą przewagą :))) więc Basi zostało tylko dowieźć to złoto do mety co uczyniła... dla mnie i chyba dla wszystkich obserwujących w tym roku tą kategorią był to szok...kocham takie szoki :) a od dzisiaj będę wierzył Basi zawsze. nawet w najmniej prawdopodobne rozwiązania. Po tak dobrym występie w sztafetach nawet daleka droga do domu nie była dla nas problemem. To był dla mnie jeden z piękniejszych dni w tym roku
Dodam tylko, że razem z Romkiem i Remkiem wywalczyliśmy srebro w weteranach i że nasza druga sztafeta seniorska i juniorzy wywalczyli szóste miejsca.

poniedziałek, 28 września 2009

Czeskie niedospanie


Sobota 5.40 zawył mi telefon... jakieś 15 sekund na uruchomienie mózgu i wreszcie jakaś sensowan decyzja... wyłączyć budzik. W tej chwili przez koleje 30" żałuję, że jestem trenerem. Jednak już za chwilę sącząc herbatę z cytryną wiedziałem, że to dobra decyzja. Kolejny start na czeskich zawodach dostarcza każdemu orientaliście wszystkiego czego oczekuje od zawodów - super atmosfera (żadnej punktowej rywalizacji, kłótni, narzekań), świetne mapy, dużo PK i wymieniać by można jeszcze długo... no to w drogę... na pl.Słowiańskim są już wszyscy co powinni (6.30) oraz Kostia, który z szesnastkami jedzie pół godziny później do Dychowa na rekonesans przed OOM. Droga... gdyby nie Maciuś pewnie spałbym całą drogę, a tak miałem okazję wysłuchać ciekawej relacji z wyprawy na Mount Blanc... (zazdrościłem). Po przejechaniu 150km byliśmy w centrum zawodów na godzinę przed min.00. W związku z tym, że trasy przewidziano middlowe więc postawiłem swoim zawodnikom jedno niezwykle ważne w moim odczuciu zadanie... kontrola kierunku odbiegu od PK. Potwierdzając punkt muszą już wcześniej rozpoznać, w którym kierunku odbiegną... przy dużej ilości PK brak wahnięć na odbiegu i rezygnacja ze spędzania wielu sekund przy PK daje duży czasowy handicup. (zysk rzędy 4-8 sek na lażdym PK). Trasa techniczna, podłoże męczące (jagodziny) i dużo PK dało nam znakomitą możliwość sprawdzenia i doskonalenia swoich umiejętności. Dobry bieg Basi i Mariusza w osiemnastkach pokazuje, że są na krzywej wzrostowej. Pozostali z różnym szczęściem realizowali swoje zadania. Po ceremonii zakończenia wsiedliśmy w samochody (ja, Seba i Julka) i odwieźliśmy naszych do Wrocka . Tuż przed Wrockiem wykonałem skręt na Domasław do Remka aby zostawić mu odblaski do postawienia w lesie na niedzielny trening (z co mu dziękuję). Wynik zawodów znajdziecie na www.bno.pl. Załączona mapa przedstawia moją trasę z przebiegami - nie jest to mapa z zawodów, a jej poprzednia ubiegłoroczna wersja - mapa z zawodów była tegorocza. Ja ze swojego biegu jestem zadowolony... zwłaszcza, że farta miałem niesamowitego :)

Aby nie kończyć orientacyjnego weekendu już w sobotę zorganizowałem w niedzielę trening nocny na ślęży. Takie krótkie spokojne orientowanie z głównym nastawieniem na jary, Remek postawił wcześniej PK więc pozostało mi już tylko przywieźć młodzież (tu wspomógł mnie Roman , za co wielkie dzięki) ,wydać mapy i czekać wrócą. Trening nie był długi, ale i jego cel nie był związany z dystansem. Chodziło o umiejętne wyczucie rzeźby w warunkach znacznie ograniczonej widoczności. Wszyscy sobie dobrze poradzili dlatego kontynuacja tego szkolenia, która odbędzie się w najbliższą środę będzie na mapie pozbawionej dróg :))) w nocy i bez dróg... może jeszcze coś im wymażę :D